Szał bożonarodzeniowych zakupów

Cześć wszystkim :) 

Do świąt Bożego Narodzenia mamy jeszcze 2 tygodnie. Nie da się nie zauważyć wiszących od połowy listopada lampek i ozdób na ulicach, rozbrzmiewającej w każdym sklepie melodii Last Christmas czy Let It Snow. Świąteczny klimat udziela się wszystkim i wszędzie- zwłaszcza reklamodawcom, którzy zewsząd ogłaszają "wielkie wyprzedaże" i rozdają świąteczne rabaty. Biała gorączka. Nie da się wejść do supermarketu nie będąc otaczanym przez bałwanki, mikołaje, pierniczki i bombki. No i ten tłok. Ludzie biją się o rzucone na środek sklepu przyprawy do piernika, dekoracje i zabawki. Istne szaleństwo!

Boże Narodzenie zostało skomercjalizowane do granic możliwości: świąteczne przeboje, 10 wersji Kevina, tony bezużytecznych pierdół do ozdoby stołu, coraz to wymyślniejsze dania i potrawy. Wszystkiego jest nad. Przepych jak w barokowej świątyni. A gdzie podziała się prawdziwa "magia świąt"?

Nie ma co się oszukiwać, że sami wpadamy w świąteczną pułapkę jeszcze na dobre dwa miesiące przed Bożym Narodzeniem. Ze sklepów ledwo znikają znicze, już pojawiają się bombki i wieńce adwentowe. Czy to nie aby za wcześnie? No ale cóż, na tym polega biznes. Im więcej ludzi się nakręci, tym lepszy utarg. Zatem, czy jest sposób aby się przed tym bronić?

Ja osobiście wybrałam postawę, by omijać wielkie wyprzedaże i w ogóle sklepy, galerie handlowe. Nie chadzam na dział ze świątecznymi rzeczami. Jeszcze nie czas. Do galerii handlowej nie zaglądam, chyba, że do Piotra i Pawła po warzywa. W supermarkecie też robię tylko najpotrzebniejsze "na teraz" sprawunki i kieruję się do domu. Święta zostawiam na koniec grudnia, czyli wtedy, kiedy ich czas. Dzięki temu nie nakręcam się i nie wydaję mnóstwa pieniędzy na niepotrzebne rzeczy. Poza tym nie słucham radia, nie oglądam telewizji. Biorę się za naukę lub w wolnej chwili przeglądam magazyn Vege albo czytam o naturalnych kosmetykach. I wiecie co? Przedwczesny świąteczny klimat mnie omija i dobrze mi z tym!

A dlaczego? Proste... chcę aby święta były wyjątkowe. A nakręcając się na nie dużo wcześniej niszczy się ich magię. Chciałabym, by te 2-3 dni były rzeczywiście kwintesencją tych lampek, pierogów, barszczu i choinki. 3 dni w zupełności wystarczą, naprawdę. Nie potrzebuję więcej, bo to tylko powoduje stres ("co założyć na Wigilię" "Co kupić dla mamy" , "A kto przyjedzie" itp), zabiera całą przyjemność z cosiness jaką niesie wigilijny wieczór.


Jestem osobą niewierzącą, ale mimo to Boże Narodzenie traktuję z sentymentem i jako tradycję. Szanuję ją. To okazja do bycia z rodziną, wyłączenia się od zgiełku otaczającego świata. Zaszycie w ciepłym domu w pluszowym onzie z kubkiem kakao i dobrą książką. Wieczornej paplaniny z mamą przy nutach kolęd z grzańcem w dłoni, z psem na kolanach. 

Oczywiście, nie jest tak, że wszystko należy zostawiać z organizacją na ostatnią chwilę przed świętami. Nie, nie w tym rzecz. Ogarniać, ale na raty, powoli. Raz zrobić część zakupów, innym razem kolejną. Prezenty dawać od serca. Ozdoby zrobić samemu- zbierz szyszki i pomaluj srebrnym sprayem. W internecie znajdziesz wiele DIY na świąteczne ozdoby. Można zaangażować w ich produkcję całą rodzinę. Dobra zabawa i niski koszt. Zrób listę kilku dań, które są proste, smaczne i zachwycą gości. I błagam....zrób 1-2 ciasta, a nie 10. Nie chcemy dojadać wszystkiego przez następne 2 tygodnie? Świąteczne przysmaki są pyszne, no ale ile można je jeść? Nawet codziennie jedzona pizza się w końcu znudzi.

A jakie są Wasze opinie o tym świątecznym szale? Zachęcam do podzielenia się zdaniem i dyskusji w komentarzach :D
Buziaki :*

Popularne posty